Niewygodna prawda w The Giving Tree

„Pewnego razu było sobie drzewo i kochało chłopca”. I tak zaczyna się The Giving Tree Shel Silverstein’a, bestsellerowa książka dla dzieci, która w tym roku kończy 50 lat i nadal, 10 milionów egzemplarzy później, jest jedną z najbardziej podzielonych w kanonie.

Jak sugeruje jej nazwa, historia jest opowieścią o dawaniu. Drzewo daje chłopcu swoje gałęzie do powieszenia, gdy pragnie się bawić, jabłka do sprzedania, gdy potrzebuje pieniędzy, swoje gałęzie do zbudowania, gdy prosi o dom, swój pień do wyrzeźbienia łodzi, gdy chce uciec, i pień do siedzenia, gdy musi odpocząć od zmęczonych kości.

Dla jej fanów, książka jest przypowieścią o pięknie hojności i mocy dawania, aby wykuć połączenie między dwojgiem ludzi. Dla jego krytyków, książka jest nieodpowiedzialna opowieść, która gloryfikuje matczynej bezinteresowności, nawet jak matczyna postać jest zniszczona w procesie. Pomimo drzewa jest zredukowana do kikuta, książka oświadcza w swoich ostatnich liniach, „drzewo było szczęśliwe” – linia, która uczyniła wiele matek wince.

Chociaż lądują w bardzo różnych miejscach, oba odczyty opierają się na założeniu, że książka sama została zaprojektowana, aby być szczęśliwy jeden. Myślenie jest takie, że Silverstein chciał, aby opowieść była pełna miłości i dlatego przedstawił nam model dawania: postać drzewa. Ale nie wierzę, że celem tutaj było reprezentowanie apoteozy dawania (lub postaci podobnej do Chrystusa, jak niektórzy interpretują to), tak bardzo, jak złożoność ludzkiej więzi.

Drzewo Darowizny nie jest w rzeczywistości szczęśliwa książka o dawaniu, ale medytacja na tęsknotę i upływ czasu. Chłopiec i drzewo są jak reszta z nas: nie mogą uzyskać żadnej satysfakcji. Są uwięzieni we współzależnym związku – by użyć psychologicznego określenia – w którym chłopiec jest narcystycznym biorcą, a drzewo kompulsywnym pomocnikiem. Żadne z nich nie może wyrwać się z tego schematu, dlatego zakończenie jest tak tragiczne.

To błędne przekonanie, że dzieci nie mogą rozpoznać smutku lub mroku kryjącego się za relacją z opiekunem, popycha wielu do błędnego odczytania tej historii jako szczęśliwej. Ale dzieci mogą.

Są one w pełni świadome niebezpieczeństw więzi rodzic/dziecko, o czym świadczy ich trwałe zauroczenie historiami o sierotach. W wielu klasykach Disneya pojawiają się sieroty, w tym Aladyn, Piotruś Pan, Kopciuszek, Królewna Śnieżka, Królowa Śniegu Elsa, Mowgli z Księgi Dżungli – lista jest długa. (Jest też wielu, którzy mają tylko ojców, w tym Belle, Ariel i Bambi). Dodajmy do tego wiele postaci literackich, które nie miały rodziców, w tym Harry Potter, Ania z Zielonego Wzgórza, Huckleberry Finn i Oliver Twist. Urok sierot nie jest niedawny; starożytne opowieści ludowe przedstawiają dzieci bez rodziców.

Sieroty są ucieleśnieniem każdej dziecięcej fantazji i strachu. W momencie, w którym uświadamiamy sobie, że jesteśmy odrębnymi istotami od naszych rodziców, zaczynamy doświadczać sprzecznych pragnień. Pragniemy uciec od naszych rodziców, jak również nigdy ich nie opuścić. Rozkoszujemy się komfortem, który nam zapewniają, ale jednocześnie boimy się ich władzy. Martwimy się o to, co może się stać, jeśli staniemy się niezależni, ale walczymy, aby uzyskać freedom.

Gdy dziecko traci swoich rodziców, niebezpieczeństwa zależności, jak widać w The Giving Tree, nie ma, a ona staje się osobą. W większości literatury dziecięcej to działa na dziecko, które ma tendencję do być nagradzane za ich moxie z miłości i bogactwa.

To jest chyba dobry moment, aby powiedzieć, że kocham The Giving Tree. To była pierwsza książka, którą przeczytałam (lub zapamiętałam, w zależności od tego, kogo pytasz). Ale w wieku 4 lat nie zastanawiałam się nad bezinteresownością opiekuna. Byłam raczej zachwycona intensywną mocą, jaką mają związki, by kształtować to, kim jesteśmy i czym się staniemy. Z biegiem lat zaczęłam postrzegać tę książkę coraz mniej jako zachętę do dawania, a bardziej o tym, jak miłość i tragedia są nieodwołalnie splecione, i jak nasze dawanie innym nieuchronnie umniejsza to, jak wiele możemy dać sobie sami.

Mój syn jest o wiele za młody, by to zrozumieć, ale mam nadzieję, że pewnego dnia dostrzeże zdolność do piękna i niebezpieczeństwa w akcie dawania. Jeśli jest taki jak ja, jego pierwsza lekcja będzie z tej książki.

(Uwaga redaktora: Ten artykuł pierwotnie błędnie zidentyfikował film, w którym pojawia się Mowgli. Od tego czasu został poprawiony. Żałujemy tego błędu).

Dodaj komentarz